Pomysły polityczne (1984)

Czesław Bielecki (jako Maciej Poleski), "Pomysły polityczne"

Wydawca: Oficyna Copyright, Warszawa 1984 (podziemna)

Fragment eseju "Pomysły polityczne":

"ORWELL PO POLSKU

Widząc do połowy odsłonięte okno na ostatnim piętrze wieżowca, odchodzi z przystanku, jakby nagle się rozmyślił. Przebiega kładką dla pieszych ponad połatanym asfaltem autostrady. Jeśli byłby śledzony, policja właśnie w tym momencie by się wysypała. Ktoś zacząłby mówić do teczki, ruszyłyby samochody. „Gubi ich nadmiar techniki — myśli, mijając kamerę na skrzyżowaniu ulic - a solidarności nie kupi się za dolary na Zachodzie”.

Zakurzony obiektyw mógłby najwyżej pokazać na monitorach wielotysięczny tłum. Nawet w Białym Domu orientują się, że wtedy jest już za późno. Dla podziemnego społeczeństwa kamery nie są żadnym zagrożeniem. Nasłuch rozmów policji wykazywał, że głównodowodzący Delta także z nich nie korzysta. Zresztą z drogówką Delta wyraźnie miał kłopoty: nie chciała zgłaszać zatrzymanych samochodów oficerowi dyżurującemu w pokoju nr 2 przy końcówce komputera. „I słusznie: przecież nie wszystko jest na kartki, a łapówek nie wezmą przez obiektyw ani przez komputer” — pomyślał, rutynowo sprawdzając w zaszczanej klatce narożnego domu, czy jest "czysty".

Skierował się teraz w stronę bloku, który zakodował w notesie jako Len-Mick. „Wszystko wiemy, więc mówcie” — uśmiecha się na wspomnienie ostatniego zatrzymania. Rozmiękczone wódką mózgi ubeków z Biura Szyfrów Ministerstwa Spraw Wewnętrznych nie skojarzą przecież skrótu od słowa „,Lenin” z ulicą Rewolucji Październikowej. Tym bardziej skrótu od nazwiska narodowego wieszcza z liczbą 44. Winda jedzie wolno, więc zanim zapuka do drzwi swojej skrzynki, dolicza się na ścianie szybu czternastu antyrządowych haseł. Nagle tuż nad głową zauważa przedmiot, którego jeszcze nigdy nie widział. Jest to krótka aluminiowa rura z okrągłymi otworami. Przez dwa z nich przełożona jest kłódka tak, by nikt z lokatorów nie mógł ukraść żarówki. Tego nawet Orwell by nie wymyślił!".